Cholesterol


Należy się go bać czy nie? Jaka jest prawda?

Jeśli cholesterol, (jak się powszechnie uznaje) jest przyczyną miażdżycy, to dlaczego zawały serca występują w takim samym stopniu u osób z wysokim jaki z niskim lub nawet bardzo niskim poziomem cholesterolu? Różnice statystyczne są w tym przypadku tak małe, że nie mają znaczenia.

Przecież u kogoś, kto ma niski poziom cholesterolu zawał nie powinien wystąpić, a bardzo często występuje. Od lat bije się na alarm we wszystkie możliwe dzwony, żeby obniżać poziom cholesterolu. Nawołują do tego nie tylko reklamy producentów leków obniżających poziom cholesterolu, co jest całkiem oczywiste, ale ... straszą cholesterolem nawet tzw. celebryci i bohaterowie seriali telewizyjnych.

Kiedy się jednak przyjrzeć dokładnie, to okazuje się, że u osób z niskim cholesterolem stopień rozwoju miażdżycy w innych naczyniach oprócz naczyń wieńcowych (czyli doprowadzających krew do serca) jest równie wysoki jak i u tych z wysokim poziomem cholesterolu.


Po co w takim razie obniżać?

Pojawia się więc istotne pytanie: jeśli tak, to po co go obniżać? Dlaczego narażać się na skutki uboczne leków obniżających poziom cholesterolu? Leki te, to w zdecydowanej większości tzw. statyny (wystarczy sprawdzić co jest napisane drobnym drukiem POD nazwą handlową leku np. atorvastatin, lovastatin, simvastatin itd .. ) Stosowanie statyn nie jest bez znaczenia dla organizmu. Wielokrotnie, skutki uboczne jakie wywołują są bardzo groźne dla zdrowia. Do działań niepożądanych statyn należą np.:

  • Polineuropatia obwodowa - zespół uszkodzenia nerwów obwodowych co może prowadzić np. do niedowładu lub paraliżu kończyn

  • Impotencja

  • Zwiększenie ryzyka powstania nowotworu

  • Miopatia i rabdomioliza - uszkodzenie mięśni

  • Zaburzenia pamięci

  • Zaburzenia zdolności psychomotorycznych

  • Osłabienie mięśnia sercowego

  • Zaburzenia umysłowe

  • Demencja i utrata pamięci


Koenzym Q10 czyli "klucz do naszego serca"

Jednym z najbardziej istotnych skutków ubocznych stosowania statyn (leków obniżających poziom cholesterolu) jest obniżenie produkcji przez nasz organizm koenzymu Q10. Koenzym Q10 odgrywa kluczową rolę w wytwarzaniu przez nasze komórki niezbędnej nam do życia energii. Największe zapotrzebowanie organizmu na koenzym Q10 ma miejsce w mięśniach najbardziej intensywnie pracujących. Łatwo się domyśleć, który to z naszych mięśni najbardziej intensywnie pracuje i to ... bez przerwy - mięsień sercowy. W związku z tym, w tym mięśniu zapotrzebowanie na koenzym Q10 jest największe. Jak więc można pogodzić się z faktem, że leki obniżające poziom cholesterolu jednocześnie hamują produkcję koenzymu Q10 tam, gdzie go najbardziej potrzeba - osłabiając nasz mięsień sercowy?

Firmy farmaceutyczne zostały niemalże zmuszone do dodania koenzymu Q10 do produkowanych przez nie statyn. Wykazano też między innymi, że zaniżenie produkcji endogennego (produkowanego przez nasz organizm) koenzymu Q10 prowadzi do uszkodzenia wątroby. W odpowiedzi, firmy farmaceutyczne oznajmiły, że wyprodukowały "nowej generacji" lek na obniżanie cholesterolu, bo ... dodano do niego ok. 5 mg koenzymu Q10!! Oczywiście cena "leku na cholesterol" poszybowała w górę. Żeby jednak uzupełnić poziom koenzymu Q10 to, szczególnie po osiągnięciu wieku 50-ciu lat, należy go stosować w dawce co najmniej 100mg dziennie tzn. w warunkach normalnych - kiedy statyn nie bierzemy. Kiedy jednak ktoś zażywa statyny, to uzupełnienie niszczonego przez statyny koenzymu może nastąpić dopiero przy podawaniu koenzymu w suplementach w ilości ok. 200mg dziennie.


Cholesterol - potrzebny czy szkodliwy?

Poziom cholesterolu można też dosyć łatwo obniżyć dietetycznie. Niestety, powszechnie stosowane diety polegające na ograniczeniu tłuszczu są nieefektywne i wręcz niebezpieczne. Do bezpiecznego obniżenia poziomu cholesterolu trzeba stosować zupełnie inne podejście dietetyczne.

Trzeba pamiętać o tym, że zgodnie z fizjologią, podstawową nauka o funkcjonowaniu organizmu człowieka występuje mało znane zjawisko: Im mniej cholesterolu znajduje się w pożywieniu tym więcej wątroba go produkuje. I na odwrót. Synteza cholesterolu przez wątrobę spada, kiedy w pożywieniu jest więcej cholesterolu.

Zjawisko to wydaje się być zupełnie ignorowane przez dietetyków, jak i lekarzy. Stąd wielokrotnie słyszy się, że ktoś niemalże zupełnie wyeliminował ze swojej diety tłuszcze i inne produkty bogate w cholesterol, a poziom cholesterolu we krwi miał bardzo wysoki.

Równie często słyszy się, że ktoś bardzo niezdrowo się odżywia, bo jej produkty bogate w cholesterol i nie może nadziwić sie temu, że cholesterol we krwi ma niski. Wtedy często specjaliści od diet uciekają się do stwierdzenia: "to pewnie genetyczne". Nie ma w tym niczego dziwnego ani "genetycznego". Jest to zjawisko jak najbardziej normalne. Trzeba tylko znać fizjologię człowieka. Organizm (wątroba) sam produkuje cholesterol w odpowiedniej dla siebie ilości. Na ogól jest to ok. 2000 mg na dobę. Z czego tylko około 5% pochodzi z diety. W związku z tym, nawet jeśli całkowicie wyeliminujemy spożycie cholesterolu, to dla organizmu nie będzie to stanowiło większej różnicy. Oprócz tylko tego, że będzie produkować go musiał jeszcze więcej! Stąd też, rozważnie należy podchodzić do zaleceń mówiących nam o kupowaniu produktów odtłuszczonych czy tylko takich z niską zawartością cholesterolu np. jaj.

I tu następna ciekawostka : Przeciętnie, zawartość cholesterolu w różnych produktach wynosi ok. 5, 10, 50 mg cholesterolu na 100mg masy. W żółtkach jest ok. 1,250 mg/100g. Z tego powodu, mówi się, że żółtko jaj jest "bombą cholesterolową". Przestrzega się przed spożywaniem więcej niż jedno czy dwa jaja na tydzień itd ... Jak jest naprawdę? Czym takie "ostrzeżenia" są podyktowane? Przede wszystkim brakiem wiedzy.

To, że w żółtku jaj jest bardzo dużo cholesterolu wcale nie oznacza, że jest on szkodliwy. Powinno to też dać nam coś do myślenia. Po co, aż w takiej ilości, on tam jest? Jest on bowiem niezbędny do prawidłowego rozwoju, zdrowego, normalnego organizmu jakim jest małe pisklę. To samo stosuje sie w naszym przypadku. cholesterol jest niezbędny szczególnie wieku dziecięcym, kiedy organizm się intensywnie rozwija.

Badania, wykazują poza wszelką wątpliwość, że spożycie jaj nawet w dużych ilościach nie prowadzi do żadnych problemów zdrowotnych. Badana takie przeprowadzono na kilkunastu tysiącach ludzi przez około 15 lat.

Jeśli ktoś ma problemy z wysokimi poziomami lipidów (cholesterol i trójglicerydy), to jak wskazuje praktyka, regularne spożycie jaj (kilka dziennie) powoduje, że poziomy lipidów się normalizują! Dlaczego tak jest? Ponieważ żółtko zawiera bardzo duże ilości lecytyny, która reguluje gospodarkę lipidową.

Innym skutkiem "ubocznym" spożycia jaj jest to, że w żółtku otrzymujemy najwyższej jakości biologicznej białka, tłuszcze, minerały, witaminy (oprócz witaminy c) i to wszystko w najlepszych proporcjach.

Produkcja cholesterolu jest też uzależniona od stosunku tłuszczów do węglowodanów. Przy niskiej konsumpcji węglowodanów (10 do 20% dziennego zapotrzebowania kalorycznego) cholesterol produkowany jest w małych ilościach. Następnie, kiedy ilość węglowodanów w diecie stanowi ok. 50% dziennego zapotrzebowania energetycznego, wtedy następuje największa prędkość produkcji cholesterolu przez wątrobę. Przy dalszym zwiększaniu ilości węglowodanów do 80%, ilość produkowanego cholesterolu ponownie gwałtownie spada.

Dlaczego więc wielu dietetyków i lekarzy twierdzi, że w naszej diecie powinno być ok. 50% węglowodanów, kiedy wtedy właśnie wątroba syntetyzuje cholesterol w największej ilości, z największą prędkością?


Rodzaje cholesterolu

Do stosunkowo niedawna, w kręgach naukowców zajmujących się problematyką cholesterolu uważano, że jest tzw. "zły" czyli LDL oraz HDL czyli "dobry" cholesterol. Podział ten odszedł już do lamusa, chociaż jest on tak głęboko zakodowany w wielu umysłach, że pewnie będzie istniał jeszcze przez wiele, wiele lat.

Okazuje się bowiem, że LDL, czyli "zły" cholesterol jest częścią układu odpornościowego! W czasie eksperymentów na zwierzętach, kiedy w przypadku celowo wywołanej choroby wstrzyknięto im ludzki LDL, zwierzęta wyzdrowiały. Skoro podanie ludzkiego LDL-u chorym zwierzętom miało taki wpływ, to dlaczego podanie w takiej chwili człowiekowi ludzkiego cholesterolu LDL miałoby mu zaszkodzić? To są nowe koncepty, nie sprawdzone w badaniach na ludziach, ale... są rozważane. ponieważ, być może jest powód, dla którego organizm zwiększa produkcję LDL.

Przecież wiadomo, że w stanach chorobowych, po operacjach czy nawet mniejszych zabiegach chirurgicznych poziom cholesterolu we krwi gwałtownie się zwiększa? Dlaczego? Organizm nie robi tego bez powodu. Wiadomo też, że proces naprawy tkanek wymaga zwiększonej ilości cholesterolu (oraz kolagenu i witaminy C). Być może fakt, że poziom cholesterolu świadczy o procesach chorobowych i organizm stara się temu zapobiec produkując substancję taką jak cholesterol (szczególnie LDL), żeby zwalczać proces chorobowy. Czy rozsądnym jest więc przeszkadzać w tym procesie sztucznie obniżając poziom LDL-u lekami?

Czy nie lepiej jest zastanowić się raczej nad źródłem procesu chorobowego i usunąć je? A może, działając wbrew potrzebom organizmu, obniżając LDL powodujemy więcej szkody niż pożytku, nie pozwalając organizmowi na "samoleczenie" i pogłębiamy zniszczenie organizmu jeszcze bardziej? Wiele obserwacji wskazuje, że tak jest.

Każdy lekarz wie, że podwyższony poziom CRP (tzw. białka fazy ostrej) wskazuje na stany zapalne. Bardzo często przy niskim OB. Wiele lat temu, nie kojarzono tego (nie potrafiono badać jeszcze CRP) ze stanami zapalnymi, które mają miejsce ściankach tętnic. Stany zapalne powodują uszkodzenia tkanki. Naturalną rzeczą będzie reakcja obronna organizmu uruchamiająca zwiększoną produkcja LDL-u jako części układu odpornościowego. przy czym, dodatkowo, zniszczenia tkanek, są "naprawiane" właśnie cholesterolem. czy w takim razie, obniżać jego poziom, bo wg. norm jest go więcej we krwi? A skąd wiadomo nam kiedy go potrzeba więcej, a kiedy mniej? Czy nie lepiej jest usunąć przyczynę stanu zapalnego, który powoduje całą reakcję procesów naprawczych, do których potrzeba jest więcej cholesterolu?

Uszkodzona ścianka tętnicy nie może być naprawiona tylko samym cholesterolem. Jest on mechanicznie zbyt słaby. Trzeba go czymś wzmocnić. Organizm to robi poprzez wiązanie cholesterolu wapniem. Organizm ciągle walczy ze stanami zapalnymi lecząc je właśnie cholesterolem z wapniem. Jeśli tego procesu nie zatrzymamy, to organizm cały czas będzie starał się leczyć to, czego sami mu nie pomagamy wyleczyć. Będzie to robił bez końca... to znaczy koniec nastąpi wtedy, kiedy zaleczane w ten sposób przez organizm uszkodzenie tętnic doprowadzi do takiego nagromadzenia cholesterolu i wapnia, że zamknie przepływ krwi w leczonej tętnicy i... dojdzie do zawału i śmierci. Wtedy, jako przyczynę wskazujemy cholesterol! to tak, obrazowo przedstawiając, kiedy mamy rankę na palcu spowodowaną skaleczeniem się nożem i zabezpieczamy ją plasterkiem. Czy przyczyną rany jest plasterek? takim plasterkiem jest właśnie cholesterol.

W takim razie to nie cholesterol jest przyczyną miażdżycy. Cholesterol nie wywołuje stanów zapalnych! On je leczy.

Sztuczne (przy pomocy leków") obniżanie poziomu cholesterolu jest nie tylko niepotrzebne, ale wręcz niebezpieczne. naukowcy stwierdzili, że np. u kobiet nie ma żadnej korelacji pomiędzy ryzykiem zachorowania na chorobę wieńcową (zawał) a poziomem cholesterolu. Innymi słowy, obniżanie poziomu cholesterolu u kobiet nie ma najmniejszego sensu. Z badań wynika, że obniżanie poziomu cholesterolu u kobiet jest wręcz błędem w sztuce lekarskiej - czy jednak się tego nie robi?

Wykazano również, że u mężczyzn istniała pewna, ale statystycznie słaba (!) korelacja pomiędzy ryzykiem zachorowania na chorobę wieńcową i poziomem cholesterolu, ale ... tylko do wieku 47 lat. Po osiągnięciu wieku 47-lat nie istnieje już żadna korelacja. Czy jednak mężczyznom nie obniża się z tego powodu "lekami" poziomu cholesterolu?

Cholesterol spełnia niezwykle ważne funkcje w naszym organizmie. Stanowi szkielet do budowy wielu różnych hormonów, szczególnie u kobiet. zauważono, że nieodpowiedzialne obniżanie poziomu cholesterolu prowadzi do zaburzeń hormonalnych, depresji, samobójstw, agresji i przemocy oraz ogólnego pogorszenia samopoczucia u kobiet.

Wiele razy, kiedy starsza wiekiem kobieta narzeka na złe samopoczucie, zaniki pamięci, utratę koordynacji ruchowej, niewyjaśnione bóle mięśni itd. diagnoza jaką się stawia jest: "no cóż ... starość". Wystarczy jednak odstawić statyny i po kilu dniach "starsza pani" odzyskuje dobre samopoczucie, bóle ustępują, powraca lepsza pamięć.


Tłuszcz w diecie - wróg czy przyjaciel?

Często łączy się wysoki poziom cholesterolu ze spożyciem tłuszczu, a w związku z tym ze zwiększonym prawdopodobieństwem wystąpienia miażdżycy i zawału. Nie ma jednak żadnych badań, które w jednoznaczny i niepodważalny sposób by potwierdziły, że jedząc tłusto narażamy się na wystąpienie zawału mięśnia sercowego. Mało tego, najnowsza wiedza na ten temat mówi, że poziom cholesterolu jest słabym wskaźnikiem wystąpienia choroby wieńcowej, a co za tym idzie - zawału mięśnia sercowego. Okazuje się, że nadwaga czy palenie papierosów są znacznie większym cznnikiem ryzyka wystąpienia zawału niż wysoki poziom cholesterolu.

Ponadto, ciągle się słyszy, żeby obniżać konsumpcję tłuszczów zwierzęcych, nasyconych, ponieważ prowadzą one do powstania miażdżycy. Do analizy użyto blaszek miażdżycowych pobranych od pacjentów, którzy zmarli z powodu zawału mięśnia sercowego. Kiedy jednak zbadano z czego składa się tzw.blaszka miażdżycowa, okazało się że nie znaleziono w niej śladu tłuszczów zwierzęcych. Fakt ten został opisany w Lancecie, najbardziej renomowanym czasopiśmie medycznym na świecie.

"Dietary polyunsaturated fatty acids and compositions of human aortic plaque" (1994), Felton CV et al., Lancet 344:1195-1196,

Świat medyczny to odkrycie zupełnie zignorował!

Dr Uffe Ravnskov, w swojej rewolucyjnej książce "Cholesterol - naukowe kłamstwo" opisał w szczegółach, w jaki sposób prawda o wpływie cholesterolu na powstanie choroby wieńcowej serca została zmanipulowana. Wykazał w niej również, (na podstawie badań, a nie tylko własnego zdania), że cholesterol czy też spożycie tłuszczów nie jest przyczyna miażdżycy. Coraz więcej naukowców i lekarzy również się z tym zgadza.

Ciekawostką dla wielu osób będzie to, że prędkość wchłaniania tłuszczów (oraz cholesterolu) jest też ograniczona do ok 14g/godz. łatwo to sprawdzić. Przy nadmiernej, jednorazowej konsumpcji tłuszczu dochodzi do tzw. biegunki tłuszczowej. Organizm sam pozbywa się nadmiaru tłuszczu. Podobnie dzieje się w przypadku nadmiernej ilości białka (rozkład białek przez wątrobę i usunięcie ich wraz z moczem), ale nie ma takiego zabezpieczenia przed węglowodanami.

Przeczytaj również artykuł "The soft science of dietary fat" Autor: Gary Taubes, trzykrotnie nagrodzony nagrodą Science in Society Award przez National Association of Science Writers.


Wiedząc już, że cholesterol nie jest przyczyną miażdżycy, zapytamy: co w takim razie jest?

Istnieją badania wskazujące na to, że przyczyną miażdżycy mogą być niewłaściwe tłuszcze, bakterie lub wirusy. A od ok. 15 lat wiele ośrodków badawczych na całym świecie powraca do zakazanych (!) wcześniej badań wskazujących, że homocysteina, a właściwie to jej podwyższony poziom jest rzeczywistą przyczyną miażdżycy, ale ... kto miał zlecone badanie homocysteiny? Zamiast tego nadal bada się milionom ludzi poziom cholesterolu całkowitego, którego wartość diagnostyczna, w świetle najnowszych badań i obserwacji - jest praktycznie żadna. Nawet jeśli bardziej oczytany lekarz zleci zbadanie poziomu homocysteiny, to nie jest to jednak końcem problemu. Żeby zredukować wysoki poziom homocysteiny należy zastosować zwykłe witaminy takie jak np. B12, B6 i kwas foliowy, ale ... wymagane w tym celu ilości są bardzo duże, a prawo Unii Europejskiej nie pozwala na stosowanie preparatów doustnych o takiej zawartości witamin!!


Nie dajmy się zwariować!

Cholesterol jest elementem niezbędnym do prawidłowej budowy błon komórkowych. zapotrzebowanie na cholesterol jest największe u dzieci, których organizm tworzy nowe komórki z dużą szybkością. Wykazano, że niski poziom cholesterolu u dzieci może być bardzo szkodliwy upośledzając ich rozwój. Nie przeszkodziło to jednak Amerykańskiemu Instytutowi Pediatrii wydać zalecenie, żeby u dzieci również obniżać poziom cholesterolu.

Nikt nie choruje "na cholesterol" (poza wyjątkiem rzadkiego przypadku genetycznego w postaci hipercholesterolemii rodzinnej). Nie ma takiej jednostki chorobowej, nie ma więc potrzeby leczenia czegoś co nie istnieje.




Literatura:

  • Ravnskov u.(2009). Cholesterol- naukowe kłamstwo.

  • Whitaker JM, MD (2002. Citizen petition before the Department of Health and Human Services Food and Drug Administration.

  • McCully K. (2000). The Heart Revolution.


MikTech - Projektowanie stron internetowych, sieci komputerowe, administrator sieci, pozycjonowanie