Dieta



DLACZEGO TO CO JEMY MA TAKIE ZNACZENIE

Co właściwie oznacza to słowo? Najczęściej jest to termin używany wtedy, kiedy chcemy stracić zbędne kilogramy. Która dieta jest dla nas najlepsza, to najczęściej zadawane pytanie? Poniższy opis, dla wielu osób będzie zaskakujący...

Wiadomo, że sposób odżywiania ma ogromny wpływ na przemiany metaboliczne, jakie zachodzą w naszym organizmie. Co więcej, właściwe odżywianie jest elementem koniecznym, jeśli chcemy wygrać walkę z chorobami. Ponadto, niewłaściwa dieta może być źródłem bardzo poważnych chorób, często przewlekłych.

Przeciętny człowiek nie zna jednak podstaw biochemicznych funkcjonowania organizmu i wpływu, jaki na takie funkcjonowanie wywiera sposób odżywiania. Kolorowe czasopisma zarzucają nas różnego rodzaju dietami. Zdezorientowani czytelnicy sami już nie wiedzą o co chodzi, bo każda z proponowanych diet obiecuje niemalże cuda. Bardzo często dochodzi do sytuacji, że wybór diety zależy od jej nazwy czy nazwiska jej twórcy. W Polsce ciągle mamy tendencję do ulegania obco brzmiącym nazwom, tak jakby one gwarantowały coś lepszego, zdrowszego, bardziej skutecznego. W rzeczywistości, niektóre z tych obco brzmiących nazw diety są wręcz szkodliwe.

Podstawowe zasady zdrowej diety muszą uwzględniać mechanizmy biochemiczne człowieka, ale wyjść należy od tego co to jest żywność. Oprócz podstawowego jej składnika jakim jest woda, żywność to mieszanka trzech podstawowych składników:

  • węglowodanów
  • tłuszczy
  • białek

Węglowodany - źródłem węglowodanów są potrawy mączne: pieczywo, różnego rodzaju placki, kluski itd. oraz cukier, owoce, zawarta w owocach fruktoza, błonnik zawarty w warzywach, miód, soki owocowe, napoje chłodzące itd.

Tłuszcze - źródłem są masło, smalec, sery, orzechy, oleje roślinne.

Białka - najbardziej powszechnym źródłem białka jest mięso, sery, jajka ale i warzywa.

Niestety, dalej sprawy się komplikują. Ponieważ mamy bardzo dużo rodzajów tłuszczów, białek i węglowodanów. Które są najlepsze? Które wywierają pozytywny, a które negatywny wpływ na nasz organizm. Które nam szkodzą, a które pomagają?


Węglowodany

Dzielą się na proste i złożone. Węglowodany proste to takie, które mają słodki smak: cukier, fruktoza, laktoza. Węglowodany złożone obecne są warzywach, pieczywie, kaszach. węglowodany proste są niepożądane w naszej diecie! Powodują gwałtowne skoki glukozy we krwi, co może prowadzić do uodpornienia się komórek na działanie insuliny, a to uodpornienie z kolei jest przyczyną cukrzycy typu 2.

Ponadto, cukry proste powodują powstanie w mózgu związków opiatowych czyli substancji uzależniających. Stąd pozbycie się cukru z diety nie jest łatwe, zwłaszcza u osób, które spożywały dużo słodyczy, owoców czy samego cukru. U takich osób pojawia się nieprzyjemny tzw. efekt odstawienia typowy dla substancji uzależniających. Dzieci, w których diecie obecne są duże ilości cukru, nagle pozbawione swojej codziennej porcji batoników, cukierków, słodkich przekąsek, słodkich past do smarowania chleba, słodkich napojów zachowują się nerwowo, źle się czują, łatwo wpadają w histerię i reagują agresją na pozbawienie wysokich dawek cukru. Są to efekty toksycznego działania cukru na mózg. Mimo to, z regularnością obserwujemy, że młode mamy, już od najmłodszych dni podają jeszcze nawet niemowlakom żywność bogatą w cukier, często nie zdając sobie z tego sprawy. Jeśli herbatka, to z niewielką, ale zawsze pewną ilością cukru. Jeśli woda, to koniecznie z miodem, bo miód "jest zdrowy". Jeśli napój do szkoły, to koniecznie owocowy, bo owoce "są bogate w witaminy". Jeśli przekąska to wysokowęglowodanowa, bo "daje dużo energii". I tak dalej ...


Jednak jaka jest rzeczywiście prawda o zdrowym odżywianiu?

Zwykły cukier, którego używamy do słodzenia to tzw. dwucukier, składa się on z glukozy i fruktozy. Glukoza jest nam bardzo potrzebna, ale w stosunkowo niewielkich ilościach. W większości przypadków jesteśmy zupełnie nieświadomi ile tak naprawdę spożywamy cukru, a w szczególności ile cukru spożywają nasze dzieci. Z tego powodu, każdy z nas, a szczególnie odpowiedzialny rodzic, powinien zawsze przeliczać ilość spożywanego cukru np. na "łyżeczki cukru". Na łyżeczce do herbaty, średnio, zmieści się ok. 5g czystego cukru.

Przyglądajmy się więc uważnie temu co pijemy lub co podajemy do picia naszym dzieciom. Czytajmy informacje, jakie producenci napojów chłodzących, zgodnie z prawem muszą nam przekazywać. Szukajmy w składzie słowa: "węglowodany" lub też "węglowodany przyswajalne" .

Prawie każdy napój słodzony, sok owocowy, nektar itd. ma ich od ok. 8 do nawet 12g w 100 mililitrach. Przyjmijmy dla uproszczenia, że jest to 10mg/ml.
Ile napoju chłodzącego wypijamy w ciągu dnia? Ile takiego napoju wypije nasze dziecko?
Załóżmy, że przez cały dzień dziecko wypije 4 napoje po 250 ml = 1 litr. W każdych 100ml mamy 10g cukru. Czyli w 250 ml jest 25g cukru, stąd w litrze napoju jest 100g cukru. Skoro na łyżeczce do herbaty zmieści się nam 5g to, w 1 litrze napoju wypitego przez cały dzień mamy 20 łyżeczek cukru.

Która z matek, w ciągu dnia dałaby swojemu dziecku, świadomie 20 łyżeczek cukru? A to tylko napój, który dziecko wypiło. Teraz uwzględnijmy również węglowodany podawane w czasie normalnych posiłków jak np. śniadanie składające się z chleba z pastą czekoladową lub musli, batonik na drugie śniadanie, banan czy gruszka, obiad składający się z ryżu, kaszy, ziemniaków, a następnie kolacja z chleba z masłem z dżemem itd.

Jeśli to wszystko policzymy, dojdziemy do zatrważającej wartości cukru, jaką w różnych postaciach podajemy dzieciom i sobie.

Naukowcy udowodnili, że w pierwszym etapie zalewania organizmu nadmierną ilością glukozy organizm, stara się zwiększyć w trzustce ilość komórek beta wytwarzających insulinę. Insulina potrzebna jest między innymi do transportu glukozy do wnętrza komórek. Powoduje ona też przetwarzanie nadmiernej ilości glukozy w tłuszcz. Organizm ma możliwość magazynowania nadmiernej ilości glukozy właśnie w postaci tłuszczu. Jest to jedna, ale nie jedyna przyczyna otyłości.

Glukoza zwiększa około 300 razy prędkość wypłukiwania chromu z organizmu, a niedobory chromu prowadzą do wielu schorzeń.

Kiedy jednak organizm zalewany jest przez dłuższy czas dużą ilością glukozy dzieje się zjawisko odwrotne. Ta sama glukoza powoduje niszczenie komórek wytwarzających insulinę! A stąd tylko krok do cukrzycy typu II.

Innym cukrem prostym obecnym w naszym pożywieniu jest fruktoza. Badania naukowe jednoznacznie wskazują na to, że jej nadmiar jest przyczyną otyłości i przedwczesnego starzenia się komórek, a więc i całego organizmu. Przyglądajmy się składowi spożywanych produktów, a zobaczymy, jak często dodawany jest do nich "syrop glukozowo-fruktozowy". Szczególnie często dodawany jest on do żywności dla dzieci. Co gorsza, producenci wielu produktów piszą na opakowaniu, że produkt jest "bez dodatku cukru", natomiast w składzie podają jako dodatek właśnie syrop glukozowo-fruktozowy. Uniknięcie słowa cukier nie oznacza, że go w tym produkcie nie ma. Wystarczy popatrzeć na zawartość węglowodanów.

Fruktoza, jako cukier prosty znacznie szybciej jest metabolizowana przez wątrobę. W tym jednak jest spory problem, na który niewiele osób zwraca uwagę. Bowiem, w odróżnieniu od glukozy, fruktoza nie podlega pewnym mechanizmom kontrolnym. Szlaki metaboliczne są nią wręcz zalewane, co doprowadza do szkodliwych w swoich skutkach reakcji biochemicznych.

Substancje jakie tworzone są w tym procesie doprowadzają do przedwczesnego starzenia się komórek. Uszkadzany jest kolagen, szybciej się starzejemy. Powstają zmarszczki, ale ... zmarszczki to tylko to, co widzimy na zewnątrz, uszkodzenia naszego ciała w większości odbywają się wewnątrz. Tego co prawda nie widzimy, ale to nie oznacza, że tych zniszczeń nie ma.

Przede wszystkim, podczas metabolizacji fruktozy występuje zjawisko nieenzymatycznej glikacji (lub glikozylacji) białek. Oznacza to po prostu niszczenie spożywanego białka. Ma to bardzo istotne znaczenie w przypadku młodych, rozwijających się organizmów dzieci i młodzieży. Dziecku potrzebne są duże ilości wysokowartościowego białka do rozwoju całego organizmu. Podając dzieciom dużo cukru, słodkich owoców, słodkich herbatek itd. te potrzebne białka są niszczone bezpowrotnie przez fruktozę. Organizm nie ma możliwości ich odtworzenia. Można tego łatwo uniknąć, kiedy dosłownie od kołyski przyzwyczaimy dziecko do picia samej wody, bez najmniejszych dodatków. Te dodatki nie są do niczego dziecku potrzebne.

Poza tym, proces metabolizowania fruktozy jest prawie taki sam jak metabolizowania alkoholu ze wszystkimi konsekwencjami tzn. otłuszczeniem wątroby czy też jej marskością. Procesy metabolizowania fruktozy powodują powstanie nadmiernych ilości kwasu moczowego. Nadmierne ilości kwasu moczowego z kolei, powodują chorobę zwaną dna moczanowa, która w efekcie prowadzi do niszczenia stawów. Ponadto, kwas moczowy blokuje działanie enzymu, który stymuluje produkcję związków azotowych w ściankach tętnic, co z kolei powoduje, że organizm traci możliwości regulowania ciśnienia krwi. Efektem tego jest tak powszechnie spotykane nadciśnienie tętnicze.

Co więcej, fruktoza bardzo sprzyja powstawaniu różnego rodzaju stanów zapalnych.

Glukoza zamieniana jest w tłuszcz, kiedy jej nie spalimy (w sensie biochemicznym nie utlenimy) odpowiednio szybko. Natomiast fruktoza powoduje przyrost tkanki tłuszczowej o 30% wyższy niż glukoza. Ponadto, fruktoza powoduje znaczne podwyższenie poziomu trójglicerydów, co jak wiemy sprzyja powstawaniu miażdżycy.

Fruktoza powoduje zwiększoną oporność komórek wątroby na działanie insuliny - ma to krytyczne znaczenie u chorych na cukrzycę. Chorzy na cukrzycę mają duże problemy z otyłością, miażdżycą, stanami zapalnymi oraz z nadciśnieniem tętniczym. Co jednak zaleca się im używać do słodzenia? Fruktozę! W wielu supermarketach, w dziale produktów dla diabetyków, można kupić fruktozę w woreczkach.
Dlaczego tak jest? Ponieważ chory na cukrzycę mierzy sobie poziom glukozy, a nie fruktozy.
Pozostaje więc w błędnym przekonaniu, że jeśli używa do słodzenia herbaty, ciast, lodów itd. fruktozy, to nie wyrządza sobie krzywdy, bo ... poziom glukozy się nie podwyższa!
Jak widać jest to pojęcie dalekie od stanu rzeczywistego.

Badania jakie przeprowadzono w USA wskazują, że fruktoza jest główną przyczyną otyłości. Warto jest oddać, że w czasie swojego rozwoju, organizm tworzy komórki zwane adypocytami. Są to specjalne komórki, w których w ciągu dalszego życia odkładany jest tłuszcz. Jednakże okazuje się, że ilość tych komórek w ciągu życia pozostaje stała. Zmienne jest tylko ich wypełnienie tłuszczem. Oczywiście, im więcej takich komórek powstanie w okresie rozwoju, tym łatwiej takiej osobie będzie przytyć. Spożycie cukrów w okresie rozwojowym organizmu sprzyja namnażaniu się adypocytów, komórek magazynujących tłuszcz. Stąd podawanie dużej ilości cukrów (pod różnymi postaciami) dzieciom sprzyja otyłości w wieku późniejszym, co oczywiście wiąże się z wystąpieniem całej gamy problemów zdrowotnych.

Jedną z mniej znanych, a jednocześnie bardzo istotnych własności fruktozy jest to, że pod jej wpływem mózg nie otrzymuje informacji o tym, że organizm dostał składnik do produkcji energii. Glukoza wyzwala odpowiednie sygnały, które płynąc do mózgu informują go o tym, że jesteśmy najedzeni. W przypadku fruktozy, mózg ciągle odczuwa głód, dlatego fruktoza nie powoduje naturalnego zaprzestania jedzenia.

Indeks Glikemiczny (IG)

Wiele osób (w tym chorzy na cukrzycę) odżywia się kierując się wartościami tzw. Indeksu Glikemicznego. Jednakże nie wiedzą co taki indeks naprawdę oznacza. Zacznijmy od tego jak się określa jego wartość. Wartość ta oznacza jak szybko glukoza wchłaniana jest do układu krwionośnego.
Uznaje się, że prędkość wchłaniania glukozy ma wartość 100. Poziom ten ustala się po podaniu 50g czystej glukozy. Następnie, przez dwie godziny, co 15 minut mierzy się poziom glukozy we krwi. Pomiaru wartości IG dokonuje się podając do zjedzenia określoną ilość np. chleba, owoców, czy innych produktów zawierających 50g węglowodanów. Stosunek otrzymanego poziomu glukozy do poziomu otrzymanego po spożyciu jej w ilości 50g jest Indeksem Glikemicznym (IG). Im wyższa wartość IG danego produktu, tym szybciej wzrasta poziom glukozy we krwi po spożyciu tego produktu. Produkty o wysokim indeksie powodują zarówno wysoki szczytowy poziom cukru we krwi, jak i szybki jego spadek. Jest to zjawisko bardzo niekorzystne dla zdrowia. Dlatego lepiej jest spożywać produkty o niskim IG.

Problem polega na tym, że bardzo rzadko spożywamy produkty oddzielnie. Najczęściej spożywamy węglowodany, białka i tłuszcze razem. Wtedy, a więc w większości przypadków, prawdziwa wartość IG jest niemożliwa do ustalenia. Dlatego stosowanie żywienia zgodnego z precyzyjnymi wartościami IG nie ma sensu, natomiast jest to bardzo przydatny wskaźnik ogólny.

Kiedy węglowodany proste nie były w Polsce tak szeroko dostępne nie spotykało się przypadków tzw. ADHD. Teraz jest to niemalże epidemia. Okazuje się jednak, że wystarczy dziecku odstawić cukry proste i prawie natychmiast dziecko staje się bardziej spokojne, zrównoważone ... ADHD mija bezpowrotnie.


Tłuszcze

Najprościej można to ująć tak: tłuszcze dzielą się na nasycone i nienasycone. Tłuszcze zwierzęce mają przewagę frakcji nasyconych, a tłuszcze roślinne nienasyconych.

Nadmierne spożycie tłuszczów nienasyconych, czyli roślinnych, może prowadzić do problemów zdrowotnych.

Dla wielu jest to zaskoczeniem, ponieważ świat żywieniowców, dietetyków, ale i lekarzy zaleca, że w naszej diecie powinna znajdować się przewaga tłuszczów roślinnych, a tylko trochę nasyconych (zwierzęcych). Jakie są konsekwencje takich porad?

Większość osób, które dbają o swoje zdrowie wie, że nadmierna produkcja tzw. wolnych rodników prowadzi do całego szeregu chorób, z chorobą nowotworową włącznie, stanów zapalnych, szybszego starzenia się organizmu, uszkodzenia błon komórkowych itd. Zaleca się stosowanie różnych antyoksydantów (przeciwutleniaczy), żeby walczyć z wolnymi rodnikami. Dietetycy prześcigają się wręcz w proponowaniu żywności o własnościach przeciwutleniających. Słyszymy i czytamy o tym niemalże wszędzie.

Kiedy jednak sięgniemy do podręcznika biochemii człowieka, w każdym z nich, bez względu na autora, znajdziemy, że te właśnie szeroko zalecane tłuszcze roślinne spożywane w dużych ilościach są toksyczne! Dlaczego tak się dzieje? Otóż, "konstrukcja" chemiczna tłuszczów roślinnych jest taka, że im bardziej nienasycone, tym łatwiej się utleniają. Problem polega na tym, że w procesie utleniania lawinowo powstają wolne rodniki! To wszystko dzieje się w temperaturze naszego ciała, a więc zaledwie ok. 37 stopni Celsjusza. Wiadomo, że wraz ze wzrostem temperatury, procesy utleniania ulegają znacznemu przyśpieszeniu. Jeśli teraz, tak zalecany do smażenia olej, podgrzejemy na patelni do temperatury ok. 180 stopni i usmażymy na nim mięso, jajka czy warzywa to wraz z tymi produktami serwujemy potężna ilość wolnych rodników. Nie przeszkadza to jednak tzw. "autorytetom" zalecać stosowanie olejów do smażenia! Wręcz przeciwnie. Wystarczy popatrzeć na naklejki na butelkach olejów w supermarketach, żeby się dowiedzieć, że olej z rzepaku czy słonecznika (oba wielonienasycone, a więc łatwo podlegające utlenianiu i tworzeniu toksycznych wolnych rodników) "szczególnie nadają się do smażenia"!! Zupełnie wbrew nauce biochemii człowieka.

Tłuszcze roślinne są bardzo potrzebne organizmowi człowieka. Bez nich będziemy cierpieć na wiele poważnych chorób. Szczególnie potrzebne są nam tłuszcze z grupy Omega 3 i Omega 6. Ale tłuszczów roślinnych potrzeba nam niewiele. W przeciwnym przypadku narobimy sobie nimi więcej szkody niż pożytku.

Szczególnie obfity w tłuszcze nienasycone Omega 3 jest olej lniany. Dlatego z przerażeniem czyta się doniesienia na niektórych forach internetowych, gdzie swoje "porady" piszą młode matki, które swoim pociechom wszystko smażą na oleju lnianym, bo ... jest przecież taki zdrowy! Mało tego, niektóre wręcz, żeby go jeszcze "ulepszyć" podgrzewają go niemalże do wrzenia i ... dopiero wtedy (po schłodzeniu) podają swoim dzieciom i całej rodzinie.

Pamiętajmy, większość tłuszczów roślinnych nadaje się spożycia wyłącznie na zimno.

Z kolei tłuszcze nasycone, charakteryzują się tym, że się nie utleniają. Z tego względu są znacznie bezpieczniejsze do smażenia. Tłuszcze na ogół, składają się z frakcji nasyconej i nienasyconej. Im więcej frakcji nasyconej, tym bardziej bezpieczny jest taki tłuszcz do smażenia. Najbardziej nasyconym tłuszczem jest olej z kokosa. Dlatego można na nim smażyć bez obawy, że tworzyć się będą wolne rodniki. Można go też stosować do sałatek, na zimno.

Niektórzy stosują mielone siemię lniane. Nie jest to pomysł najlepszy. Po pierwsze, jeśli już, to zmielone nasionka lnu muszą być spożyte natychmiast. W przeciwnym wypadku, olej Omega 3 zawarty w rozbitych na pył ziarenkach utleni się (np. stojąc przez kilka tygodniu lub miesięcy na półce w sklepie), z opisanymi powyżej konsekwencjami.
Po drugie, w czasie mielenia, niezwykle szybko wirujące ostrze wytwarza lokalnie na powierzchni ziarenek bardzo wysoką temperaturę, która, jak opisano powyżej, powoduje bardzo szybkie utlenianie zawartego Omega 3. Czyli tłuszczu, na którym nam bardzo zależy, ale żeby był w formie nieutlenionej. Dlatego, najlepszy olej (nie tylko z lnu), to taki, który jest tłoczony "na zimno".

Na zimno, to znaczy w temperaturze poniżej 50 stopni Celsjusza. Zwrócić należy uwagę, że zdecydowana większość olejów tłoczonych "na zimno" jest tłoczonych w temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza, znacznie za wysokiej. Dlaczego? Ponieważ obowiązujące przepisy pozwalają na stosowanie określenia "tłoczone na zimno" jeśli proces odbywa się w temperaturze poniżej 90 stopni Celsjusza. Podwyższenie temperatury powoduje, że proces tłoczenia może odbywać się, szybciej, z większą wydajnością, a więc taniej, ale czy zdrowo? Np. olej z pestek winogron, tłoczony w temperaturze 50-ciu stopni Celsjusza prawie wcale nie daje się wytłoczyć. Dopiero w temperaturze bliskiej 90 stopniom Celsiusza, można z pestek winogron tłoczyć olej, inaczej jego produkcja byłaby niezwykle droga. Stąd właśnie, oleje tłoczone rzeczywiście na zimno są znacznie droższe, ale ... o wiele zdrowsze. Czy jednak wszystkie?

Powszechnie kiedyś stosowany olej rzepakowy zawierał dużą ilość niezwykle szkodliwego, uszkadzającego mięsień sercowy, kwasu erukowego. Kandyjska firma Monsanto opracowała technologię wytwarzania genetycznie zmodyfikowanych nasion rzepaku, aby obniżyć zawartość tej niezwykle silnej toksyny. Mimo to, dopuszcza się nawet 2% kwasu erukowego w nasionach rzepaku. Wtedy można taki olej nazwać "niskoerukowy". Czasami można spotkać opis na oleju rzepakowym, że jest "bezerukowy". To nie jest prawda. Słowo "bezerukowy" oznacza, że jest go po prostu mniej, a nie powinno być go w ogóle.

W każdej dyskusji na temat tłuszczów roślinnych pada pytanie: a olej z oliwek?

Olej z oliwek zawiera ok. 50% frakcji jednonienasyconej. Podgrzany do wysokiej temperatury, również się utlenia, wprawdzie nieco mniej niż większość olejów roślinnych. Dlatego lepiej na nim nie smażyć.
Na zimno jest natomiast doskonały. I taką zasadę, czyli "na zimno", należy stosować do wszystkich olejów wielonienasyconych.

Jak wiemy, wiedza powszechna jest taka, że tłuszcze zwierzęce są złe, ponieważ to one doprowadzają do tworzenia się blaszki miażdżycowej, czyli do zawałów. W najbardziej znanym na świecie czasopiśmie medycznym jakim jest "Lancet", w 1994 opublikowano artykuł, w którym opisano analizę chemiczną blaszki miażdżycowej. Próbki blaszki miażdżycowej pobrano z tętnic osób, które zmarły na zawał mięśnia sercowego. Okazało się, że nie znaleziono nawet śladu tłuszczów zwierzęcych! Natomiast stwierdzono, że część tłuszczowa blaszki miażdżycowej zbudowana była w całości z ... tłuszczów roślinnych!
"Dietary polyunsaturated fatty acids and compositions of human aortic plaque", Felton, cv, et al, Lancet; 344:1195-1196, 1994.
Świat medyczny tego nie zauważył ...

Okazało się dalej, że znalezione w blaszce miażdżycowej tłuszcze roślinne, to ... uszkodzone tłuszcze z grupy Omega 6. W których tłuszczach jest najwięcej Omega 6?
W roślinnych. Jeśli przeanalizuje się proces produkcji olejów roślinnych, które kupujemy w supermarketach, to okaże się, że już w czasie produkcji te potrzebne nam kwasy tłuszczowe Omega 6 są uszkadzone poprzez działanie wysokiej temperatury lub traktowanie ich wieloma odczynnikami chemicznymi, które stosuje się w procesie produkcyjnym.

Jeśli konsument ulegnie zaleceniom, że olej, który kupił (już uszkodzony poprzez proces jego produkcji) "szczególnie nadaje się do smażenia" i będzie na nim smażył, to nietrudno sobie już wyobrazić, jaką wielką szkodę uczyni w swoim organizmie.

Tłuszcze typu "trans"

Są to tłuszcze, których konfiguracja chemiczna jest nierozpoznawalna przez wątrobę jako naturalna. Tłuszcze typu "trans" powstają przy utwardzaniu tłuszczów roślinnych. Utwardzanie takie (uwodornianie) przeprowadza sie produkując np. margarynę. Nasza wątroba rozpoznaje je jako niemalże "ciało obce". Usunięcie z organizmu takiego tłuszczu nie jest proste. Wątroba musi przeprowadzić setki reakcji, żeby ten tłuszcz usunąć z organizmu. Niech nas nie zmyli, pozornie niska ilość tłuszczów trans jaka jest deklarowana przez producentów na opakowaniach margaryny.

Reakcja uwodarniania tłuszczów roślinnych przebiega w obecności katalizatora, jakim jest nikiel. W ten sposób ten metal ciężki, dostaje się do naszego organizmu.


Białka

Często słyszymy, że "białko jest podstawą życia". To prawda, ale ... co to jest białko? To właśnie białka budują nasze komórki, a więc cały organizm. Można by więc pomyśleć, że im więcej białka tym lepiej. Niestety tak nie jest.

Białka to związki wielkocząsteczkowe składające się z aminokwasów. Istnieje około 20 aminokwasów, z czego 8, zwanych niezbędnymi lub egzogennymi. Aminokwasy te zawarte są w produktach zwierzęcych. Tylko niektóre produkty żywnościowe pochodzenia roślinnego zawierają 8 niezbędnych aminokwasów. Do prawidłowego funkcjonowania organizm potrzebuje wszystkich aminokwasów, w dodatku we właściwej ich kombinacji.

Dlatego np. dieta wegetariańska wymaga dużo wiedzy, żeby ją stosować w prawidłowy sposób i nie zrobić sobie krzywdy. Nie jedząc mięsa, trzeba wiedzieć z jakich warzyw i w jakich proporcjach uzyskać odpowiednie białka. W przeciwnym razie organizm da znać o tym, że ma niedobory. Białka roślinne są znacznie gorzej wchłaniane niż białka zwierzęce jak też nie zawierają witaminy B12. Witamina B12 jest absolutnie niezbędna do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Bierze udział w wielu bardzo ważnych procesach biochemicznych. Zapobiega niedokrwistości, jest konieczna do tworzenia czerwonych ciałek krwi, umożliwia prawidłową pracę szpiku kostnego, bierze też udział w wytwarzaniu otoczki mielinowej włókien nerwowych tzw. mieliny. (uszkodzenie otoczki mielinowej jest przyczyną niezwykle groźnej i uchodzącej za nieuleczalną choroby: stwardnienia rozsianego.) witamina B12 pomaga w skupieniu się i uczeniu.
Z tych powodów, diety wegetariańskiej nie zaleca się stosować przed osiągnięciem wieku dojrzałości.

Białka są również konieczne do produkcji enzymów czy hormonów. Stanowią ok 75% suchej masy naszego ciała.

Niektóre białka organizm potrafi zbudować sam, a niektóre tzw. niezbędne, musi otrzymać w pożywieniu. Białka z pożywienia, są trawione specjalnymi enzymami trawiennymi wydzielanymi przez trzustkę. Trawienie to polega na rozkładzie białek do wolnych aminokwasów. Z wchłoniętych aminokwasów organizm buduje białka, których potrzebuje.

Organizm potrafi zmagazynować tłuszcze oraz węglowodany (magazynowane są w postaci tłuszczów) jednak nie ma mechanizmów pozwalających na magazynowanie białek.

Każda ilość białka, której organizm nie potrzebuje musi być z organizmu usunięta.

Należy mieć świadomość, że usuwanie zbędnego białka jest procesem obciążającym wątrobę. To wątroba przyjmuje na siebie zadanie rozkładu białek. Ale to jeszcze nie wszystko. Przy rozkładaniu białka wątroba wytwarza dość dużą ilość związków, które zakwaszają organizm, a to jest już zjawisko niepożądane. Mogą wystąpić np. bóle stawów. Zakwaszenie organizmu tymi związkami przyczynia się do utraty wapnia i powstania osteoporozy.Te związki również muszą być usunięte. Wątroba je rozłoży i przygotuje do usunięcia sama jednak tego dokonać nie może. Wykonują to nerki. W przypadku nadmiernego, (dla organizmu zupełnie nieprzydatnego) spożycia białka nerki musza sobie poradzić ze znacznie zwiększonym ich obciążeniem. Czasami sobie nie radzą ...

Dlatego w przypadku każdej diety należy zwracać uwagę na ilość białka. Krótkoterminowo nie powinno być problemów nawet z dużą ilością białka (chociaż przy niewykrytej niewydolności nerek mogą wystąpić problemy z powodów opisanych powyżej) natomiast poważnie należy się zastanowić na długoterminowymi efektami takich diet. Ponadto białko sprzyja powstawaniu obstrukcji, zatwardzeń. To z kolei powoduje, że nie usunięty w porę kał z jelita grubego zaburza niezwykle ważne procesy wchłaniania jakie mają lub powinny mieć miejsce. Toksyny, które powinny być usunięte z kałem ponownie trafiają do organizmu ze wszystkimi skutkami jak np. pogorszone samopoczucie, uczucie ciężkości, ogólne osłabienie, zaburzenie procesów myślowych, osłabienie pamięci, bóle głowy itd.

Czy to wszystko? Nie... nadmierne spożycie białek zwierzęcych powoduje konieczność wytwarzania przez trzustkę dodatkowych ilości enzymów trawiennych. Stwierdzono, że enzymy te odgrywają ważną rolę w zapobieganiu powstawania komórek nowotworowych. Spożywając białko zwierzęce w rozsądnych ilościach (jest ono bardzo cenne dla nas) nie zrobimy sobie żadnej krzywdy.

Celem nadrzędnym jakiejkolwiek diety nie powinno być tylko schudnięcie, ale przede wszystkim niezrobienie sobie szkody. Wybór należy do nas.

Dlatego nie sugerujmy się nazwą diety. Nie ma diet, które są lepsze, bo maja obco brzmiące nazwy. Żadna nie stosuje niczego innego jak "żonglowanie" tylko trzema składnikami tj. Tłuszczami, Węglowodanami i Białkami.

Białka przyśpieszają procesy metaboliczne, co połączone z dużym wydatkiem energetycznym na ich trawienie powoduje, że to właśnie one w bardzo dużym stopniu przyczyniają się do utraty wagi. Ponieważ organizm nie ma mechanizmu regulującego prędkość wchłaniania węglowodanów (tak jak jest w przypadku tłuszczów) to dodatkowe ich zmniejszenie czy użycie węglowodanów złożonych o niskim IG dalej przyczynia się do osiągnięcia efektu utraty masy ciała poprzez spalanie własnej tkanki tłuszczowej.

Wszystkie diety, których głównym celem jest utrata wagi, to diety wysokobiałkowe, bez względu na ich nazwę lub nazwisko ich twórców. Nie ulegajmy więc "magii" diety takiej czy innej. One wszystkie, bez wyjątku, oparte są na takich samych prawach biochemicznych. Zwróćmy jednak uwagę na oferowane przez każdą poziomy białka, bo niesie to ze sobą konkretne konsekwencje dla naszego organizmu, który nie może ich magazynować.

Idealnie, powinniśmy spożywać tylko tyle białka ile organizm go potrzebuje do wymiany komórek i do produkcji np. enzymów czy innych jeszcze ważnych substancji. Nie więcej.

To, że na takiej czy innej diecie się chudnie nie powinno teraz już stanowić tajemnicy, bo to, że zwiększone spożycie białka przyśpiesza przemianę materii, wymaga dużo czasu i energii wykorzystuje się w pewnych dietach np. Dieta Optymalna dra Kwaśniewskiego, Atkinsa, Montignaca, Dieta Proteinowa, dieta Dukana itd.

Tutaj należy wyjaśnić nieporozumienia dotyczące w/w diet, w szczególności, jeśli chodzi o ilość spożywanego białka. Wiele "autorytetów" żywieniowych wypowiada się na temat tych diet bez zgłębienia ich istoty, bez nawet zapoznania się z zasadami każdej z nich.

Zacznijmy od tego ile organizmowi potrzeba białka. Podręczniki fizjologii człowieka wskazują na to, że powinno to być ok. 0,8g/kg wagi właściwej czyli takiej jaką człowiek powinien mieć w zależności od wzrostu, wieku i płci. (Oczywiście w przypadkach szczególnych np. dzieci, sportowcy, ludzie ciężko pracujący fizycznie będą wymagać białka znacznie więcej, ale tych grup szczególnych tutaj nie rozważamy).

Przy czym, polskie Instytuty Żywienia (i nie tylko polskie) czy też Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, żeby NIE WIĘCEJ niż 10-15% kalorii w diecie pochodziło z białka z przyczyn opisanych powyżej.

Dieta Atkinsa

Główne założenia: Ilość białka bez ograniczeń. Ilość tłuszczy bez ograniczeń. Węglowodany ograniczone do minimum.

Dieta ta była i jest bardzo popularna, ponieważ przy dużym spożyciu białka i prawie całkowitym wyeliminowaniu węglowodanów pozwala na szybką utratę wagi. W pierwszych wydaniach swoich książek, jej twórca, dr Atkins zalecał nawet całkowite wyeliminowanie węglowodanów. Kierując się tymi zaleceniami ludzie spożywali bardzo duże ilości mięsa czyli dużych ilości białka. To powodowało zwiększona prędkość przemian metabolicznych, co przy znikomej podaży węglowodanów powodowało utratę wagi. Jednakże okazało się, że tak małe spożycie węglowodanów, przy praktycznie nieograniczonej również ilości tłuszczów prowadziło wytworzenia tzw. ciał ketonowych, które są substancjami zakwaszającymi organizm. Stąd można powiedzieć, że jest to dieta ketogenna. Co prawda w dalszych wydaniach swoich książek dr Atkins znacznie stonował zakaz spożywania węglowodanów, ale nie wprowadził żadnego ograniczenia w konsumpcji białka.

Poza tym, zaczęły się pojawiać u niektórych osób problemy z nerkami. Wynika to z wcześniej opisanych już mechanizmów tzn. przy nadmiernym obciążeniu organizmu białkiem, wątroba musi je rozłożyć i usunąć poprzez ... nerki. Dlatego, właśnie nadmierne spożycie białka obciąża nie tylko wątrobę, ale i nerki. Osoby, których nerki nie funkcjonowały w sposób właściwy zaczęły odczuwać dolegliwości z nimi związane. Osoby z niewykrytą niewydolnością nerek dowiadywały się dość szybko o swoim schorzeniu. Niektórzy twierdzą, że dieta ta, długoterminowo może prowadzić do niewydolności nerek.

Dieta Montignaca

W tym przypadku kładzie się nacisk głównie na spożywanie produktów o niskim indeksie glikemicznym. Natomiast zaleca się stosowanie ok. 30% białka co jest znacznie wyżej niż zalecają to Instytuty Żywieniowe i WHO.

http://www.montignac.com/en/etude_scient_sur_meth_mont.php

Oczywiście, nie jest niczym nowym, że przy tak wysokim spożyciu białka, chociaż nie tak wysokim jak w przypadku diety Atkinsa i przy spożyciu potraw o niskim indeksie glikemicznym utrata wagi musi nastąpić. Skuteczność tej diety nie jest wynikiem jej obcej nazwy, ale wynika z dobrze znanych mechanizmów biochemicznych i fizjologicznych opisanych powyżej.

Podobnie jest z pozostałymi dietami wysokobiałkowymi np. dieta Proteinowa czy dieta Dukana itp.

Głównym celem tych diet jest utrata wagi.

Dieta Optymalna (twórca - lek.med Jan Kwaśniewski)

Dieta ta jest przedmiotem wielu kontrowersji. W tej diecie, wyraźnie nakazuje się :

OGRANICZENIE spożycia białka. W zależności, od wieku, płci, a nawet klimatu w którym się mieszka zakres spożycia białka jest określony pomiędzy 0,5 do 0,8g / kg wagi właściwej.

OGRANICZENIE spożycia węglowodanów do ok. 0,6 wartości białka

OGRANICZENIE spożycia tłuszczu do ok 2 do 2,5 wartości ilości białka

Kontrowersje otaczające tą dietę dotyczą :

A. nacisku na spożycie tłuszczu zwierzęcego raczej niż roślinnego

B. ilości tłuszczu

Jest to jednak jedyna dieta, w której nie zaleca się spożywania węglowodanów, białek ani nawet tłuszczów w dowolnej, nieograniczonej ilości. W związku z tym, nie można twierdzić, tak jak to powszechnie się uważa, że jest to dieta wysokobiałkowa, ponieważ ilość białka jest bardzo wyraźnie ograniczona i stanowi nie więcej niż ok. 12% dziennego zapotrzebowania kalorycznego. W praktyce oznacza to mało mięsa! Co jest w sprzeczności z opiniami wydawanymi nieraz przez dietetyków, że na tej diecie spożywa się bardzo dużo mięsa.

Ilość tłuszczu jest również ograniczona jego STOSUNKIEM do białka. Stąd też nie można powiedzieć, że w tej diecie "tłuszcz pije się szklankami". Wielokrotnie wykazano, że spożycie tłuszczu w tej diecie jest niższe niż np. w diecie Atkinsa, co jest całkiem zrozumiałe.

Węglowodany są również ograniczone, ale nie są zabronione. Jest to typowa dieta niskowęglowodanowa. Mimo, że diety niskowęglowodanowe są krytykowane, to badania diety Optymalnej autorstwa dra Kwaśniewskiego przeprowadzone przez Polską Akademię Nauk, nie potwierdzają jej szkodliwości :

Long-term consumption of a carbohydrate-restricted diet does not induce deleterious metabolic effects, Nutrition Research, Volume 28, Issue 12, Pages 825-833 P. Grieb, B. Kłapcińska, E. Smol, T. Pilis, W. Pilis, E. Sadowska-Krępa, A. Sobczak, Z. Bartoszewicz, J. Nauman, K. Stańczak

Wiele "autorytetów" wypowiada się w mediach, że jest to dieta ketogenna i zakwaszająca. Twórca tej diety przestrzega przed spożywaniem zbyt małej ilości węglowodanów, żeby ... właśnie nie doprowadzić do powstania ciał ketonowych i zakwaszenia organizmu.

Wydaje się, że największym błędem jaki autor tej diety popełnił jest niepotrzebne dodanie elementów religijno-socjologiczno-ekonomicznych. Poza tym określenie, że np. "warzywa to droga woda" stworzyło następną falę kontrowersji, mimo, że w opublikowanej książce kucharskiej autora Diety Optymalnej jest kilkadziesiąt przepisów na sałatki warzywne.

Która z w/w diet jest lepsza? Każdy niech odpowie sobie na to pytanie sam.

Czy potrzeba liczyć ilość kalorii?

Prawdą jest, że jedząc stosunkowo tłusto można chudnąć. Prawdą jest, że jedząc stosunkowo mało kalorii można przytyć i odwrotnie. Prawdą jest też, że precyzyjne obliczanie spożytych kalorii nie ma większego sensu. Dlaczego? Ponieważ nigdy nie wiadomo ile ze spożytego białka organizm przetworzy na energię, ile pozostanie niestrawione i wydalone, ile zostanie zamienione na glukozę (w procesie neoglukogenezy), a ile zostanie zużyte białka np. na budowę enzymów? Podobnie jest z pozostałymi dwoma składnikami diety.

Nie ulega wątpliwości, że liczba kalorii jest pewnego rodzaju wskaźnikiem, ale liczenie ich przed każdym posiłkiem z dokładnością do 1 kalorii nie ma sensu.




KIEDY OWOCE PRZESTAJA BYĆ ZDROWE

Wszystkim nam owoce wydają się zdrowym i pożądanym dla organizmu produktem. Zawierają witaminy, enzymy, antyutleniacze, sole mineralne, pektyny. Wydaje się więc, że jeśli podamy je w naturalnej, nieprzetworzonej postaci, jeśli będą pochodzić z upraw, w których nie stosuje się nadmiernych ilości substancji chemicznych, jeśli sš zjadane niedługo po zerwaniu z krzewu lub drzewa, a jeśli nawet są przechowywane to w właściwy sposób itd. itp. - to bez wątpienia są ZDROWE. Niestety oprócz składników przynoszących nam korzyści owoce sš również bogate w fruktozę, tzw. cukier owocowy lub gronowy, nadający owocom słodki smak.

Dlaczego fruktoza to problem.

Fruktoza, podobnie jak glukoza, jest cukrem prostym. Jednakże o ile glukozę może metabolizować każda komórka w naszym organizmie, o tyle fruktoza jest metabolizowana wyłącznie w wątrobie. W efekcie przemian, którym podlega fruktoza w wątrobie powstają krople tłuszczu zawierające trójglicerydy i wolne kwasy tłuszczowe. Część z tych substancji tłuszczowych pozostaje w wątrobie i jest odpowiedzialna za tzw. niealkoholowe stłuszczenie wątroby, a pozostałe są transportowane do mięśni i tam odkładają się w tkance tłuszczowej. Tłuszcz pochodzący z metabolizmu fruktozy w szczególności odkłada się w obrębie jamy brzusznej i jest odpowiedzialny za tzw. otyłość brzuszną. Jeśli dostarczymy sobie 120 kcal energii w postaci glukozy to zaledwie 1 kcal zostanie zamieniona w tłuszcz. Jeśli dostarczymy sobie 120 kcal w postaci fruktozy to aż 40 kcal zostanie przekształcone w tłuszcz.

Nie tylko stłuszczenie wątroby łączy działanie w organizmie nadmiarów fruktozy i alkoholu.

Fruktoza oddziałuje z białkami. Efektem tych oddziaływań jest reakcja Maillarda, czyli tzw. nieenzymatyczne brązowienie. Reakcja ta znajduje szerokie zastosowanie w przemyśle spożywczym i jest odpowiedzialna za smak i zapach wielu produktów spożywczych i potraw, np. czekolady, chleba, gotowanego ryżu czy pieczonego mięsa. W efekcie reakcji Maillarda powstają tzw. produkty Amadori, które wywołują szereg negatywnych zmian w komórkach. Z tego powodu fruktoza prowadzi do uszkodzeń wątroby porównywalnych z uszkodzeniami wywoływanymi przez produkt metabolizmu alkoholu (etanolu), jakim jest aldehyd octowy.

Jednak to nie koniec podobieństw pomiędzy fruktozą a alkoholem.

To, co jeszcze łączy te dwa rodzaje substancji to kompulsywność ich spożywania. Zarówno alkohol, jak i fruktoza mają działanie uzależniające ze względu na ich właœciwości dopaminergiczne, tzn. stymulujące wydzielanie w centralnym systemie nerwowym dopaminy. Spadek poziomu tego neurotransmitera odczuwany jest przez nas, jako niekomfortowy i powoduje potrzebę ponownego spożycia tego, co wywoływało wzrost poziomu dopaminy.

Ignorancja? Nieporozumienie? Żart?

Szczerze mówišc, nie wiem, jakie słowo byłoby stosowne w odpowiedzi na reklamy typu "fruktoza - bezpieczny cukier dla cukrzyków", na produkty "dla diabetyków" słodzone fruktozą, nie wspomnę już o wprost zalecaniu diabetykom produktów zawierających fruktozę, jako dla nich zdrowych. Negatywne oddziaływanie fruktozy na organizm jest wieloaspektowe. Kolejnym ważnym problemem jest wpływ fruktozy na gospodarkę węglowodanami. fruktoza nie wpływa na poziom glukozy w krwi oraz ma niewielki wpływ na poziom insuliny i z tego powodu wydaje się być bezpieczna dla osób cierpiących na nieprawidłowš gospodarkę tym hormonem, w tym diabetyków. Jednak jest to bardzo złudne przekonanie. Insulina to hormon wytwarzany w trzustce. Najważniejszym bodźcem stymulującym wydzielanie insuliny jest wzrost poziomu glukozy w krwi. Insulina odpowiedzialna jest za transport glukozy do komórek, a tym samym obniżenie poziomu glukozy w krwi. Insulina zapewnia więc prawidłową gospodarkę węglowodanową, a zaburzenia w jej wydzielaniu prowadzą do jednej z chorób metabolicznych, jaką jest cukrzyca.

Dlaczego fruktoza ma w tym swój udział.

Zmiana poziomu insuliny w krwi wpływa między innymi na produkcję dwóch innych hormonów - leptyny i greliny. Leptyna jest hormonem oddziałującym na receptory leptynowe w podwzgórzu, w rejonie nazywanym ośrodkiem sytości. Po zwišzaniu leptyny z receptorami dochodzi do zahamowania wydzielania przez podwzgórze neurotransmitera (neuropeptydu Y), który jest stymulatorem apetytu. Zahamowanie produkcji neuropeptydu Y powoduje więc odczucie sytości. Z kolei grelina oddziałuje z receptorami grelinowymi. Komórki nerwowe posiadajšce receptory dla tego hormonu znajdują się również w podwzgórzu ale w rejonie nazywanym ośrodkiem głodu. Stymulowanie ośrodka głodu przez grelinę wzmaga apetyt. Ponieważ fruktoza nie wpływa na produkcję insuliny tak, jak glukoza, skutkuje to zaburzeniami w odczuwaniu sytości. Spożywając produkty słodzone fruktozą lub po prostu bogate w fruktozę, jakimi sš owoce, jesteśmy w stanie zjeść bardzo dużo, pozostając w fałszywym przekonaniu, że nadal jesteśmy głodni.

Jak wspomniałam, nadmiary fruktozy oznaczają wysoki poziom wolnych kwasów tłuszczowych i trójglicerydów, odkładanie się tłuszczu w mięśniach i wątrobie, a w konsekwencji otyłość, w szczególności otyłość brzusznš. Badania naukowe pokazały, że tłuszcz wytwarzany w naszym organizmie z fruktozy odkłada się głównie wokół organów należšcych do układu pokarmowego oraz w okolicy serca. Badania naukowe pokazały również, że nie tylko dochodzi do odkładania tłuszczu w istniejących już komórkach tłuszczowych, ale ponadto fruktoza stymuluje tworzenie nowych komórek tłuszczowych. Niestety otyłość to nie jedyny negatywny skutek wysokiego poziomu trójglicerydów. Trójglicerydy sš toksyczne dla komórek trzustki, wywołują stany zapalne trzustki, a w szczególności działajš toksycznie na tzw. komórki beta, odpowiedzialne za wydzielanie insuliny. Prowadzi to do dysfunkcji trzustki i zaburzeń w wydzielaniu insuliny. To jednak nie koniec czarnej listy efektów fruktozy w naszym organizmie. Badania pokazały także, że nadmiar fruktozy prowadzi do zmniejszenia w błonach komórkowych liczby receptorów dla insuliny oraz do dezaktywacji istniejšcych receptorów. Zaburzenia te prowadzą do wytworzenia się w komórkach tzw. insulinoodporności, która jest jedną z głównych przyczyn cukrzycy typu 2.

Kto jest kim w tej słodkiej historii.

Zanim wyjaśnię co oznacza "nadmiar fruktozy" małe uporządkowanie dotyczące cukrów i innych słodkich substancji.

Cukier biały
Potocznie "cukier" to to, co mamy w cukierniczce na stole - białe słodkie kryształki. Chemicznie cukier biały to sacharoza. Występuje zarówno w postaci cukru rafinowanego, oczyszczonego z innych składników, w białym kolorze, jak i w postaci cukru brązowego z różną zawartością melasy, zawierajšcego oprócz sacharozy również inne cukry i składniki mineralne. Sacharoza jest dwucukrem zbudowanym z dwóch tzw. cukrów prostych - w 50% z glukozy i w 50% z fruktozy.

Inne substancje słodzące
W produktach żywnościowych oprócz cukru (sacharozy) możemy znaleźć również inne substancje słodzące, z których wiele tak naprawdę sprowadza się do składników sacharozy. Producenci umieszczają na opakowaniach dużymi literami slogany reklamowe "nie zawiera cukru", a w składzie takich produktów znajdziemy dekstrozę, fruktozę lub syrop fruktozowo-glukozowy. Dekstroza to nic innego, jak glukoza, a syrop fruktozowo-glukozowy, nazywany też wysokofruktozowym, zawiera te same składniki, co cukier biały. Możemy spotkać się również tzw. alkoholami cukrowymi (ksylitol, sorbitol, mannitol). Substancje te w sensie chemicznym nie są cukrami i nie wywołują w organizmie takich efektów, jak cukry. Alkohole cukrowe jednak nie są w pełni wchłaniane w jelitach i w nadmiarze mogą wywoływać wzdęcia i biegunki. Sporo zamieszania wprowadza substancja słodząca o nazwie sukraloza. Brzmi "naturalnie" i wydaje się więc być czymś bezpiecznym dla zdrowia. Sukraloza jest wprawdzie produkowana z sacharozy i w sloganach reklamowych używa się stwierdzeń "wyprodukowana z cukru". W rzeczywistości jest to jednak sztuczny słodzik, którego negatywne działanie w naszym organizmie, podobnie jak działanie aspartamu, jest tak szerokie, że z powodzeniem może być przedmiotem osobnego artykułu. Kolejnym chwytem reklamowym jest syrop z agawy. Reklamowany jako "naturalny", tak naprawdę jest produktem wysokoprzetworzonym, zawierajšcym aż 80% fruktozy i nawet w niewielkim stopniu nie przypomina soku z liścia agawy. Na koniec tej listy kilka słów o miodzie. Miód jest wprawdzie naturalnym produktem i zawiera korzystne dla zdrowia antyoksydanty. Nie należy jednak zapominać, że miód to w około 53% fruktoza, jest więc produktem wysokofruktozowym i ze względu na poważne skutki nadmiaru fruktozy, należy go stosować w ograniczonych ilościach.

Fruktoza
Zastosowanie fruktozy w przemyśle spożywczym jest niezwykle powszechne. Statystyki pokazują, że w USA od 1970 do 2005 roku spożycie fruktozy wzrosło więcej niż o 10 000% (!). Syrop wysokofruktozowy (w skrócie HFCS - ang. high fructose corn syrup) uzyskiwany jest z kukurydzy. HFCS zawiera od 42 do 55% fruktozy, jednak zarówno fruktoza, jak i glukoza w HFCS występują w postaci niezwiązanej, a przez to bardziej biodostępnej i szybciej wchłanianej. Fruktoza dostępna jest również w formie tzw. fruktozy krystalicznej i jest produkowana przez dodatkowe przetwarzanie HFCS. Zawiera aż 99% fruktozy, a w trakcie produkcji może ulec zanieczyszczeniu arsenem, ołowiem i innymi metalami ciężkimi. Swoją popularność w przemyśle spożywczym fruktoza zawdzięcza wielu czynnikom. Syrop wysokofruktozowy jest tańszy w produkcji niż cukier biały, a przy tym jest o około 20% słodszy od cukru. Kojarzenie przez większość konsumentów fruktozy z owocami, uważanymi powszechnie za zdrowe, reklamowanie jej jako zdrowej nawet dla osób chorych, zapewnia producentom świetną sprzedaż. Niestety tak naprawdę jesteśmy ofiarami fałszywej propagandy, u podstaw której leży wyłącznie chęć zysku a nie dbałość o nasze zdrowie.

Za dużo fruktozy, czyli ile?

Wiele osób uważa, że spożycie fruktozy w owocach i w innej postaci jest u nich niewielkie, a w najgorszym przypadku umiarkowane. Niestety ze względu na "wszędobylskość" fruktozy w produktach przetworzonych bardzo często zjadamy jej zbyt wiele. Dość łatwo jednak możemy przekonać się o tym, kiedy nasze zdrowie jest zagrożone. W trakcie metabolizowania fruktozy ma miejsce produkcja kwasu moczowego. Zbyt wysoki poziom kwasu moczowego w krwi powoduje jego odkładanie się w stawach i jest przyczyną dny moczanowej, objawiającej się bolesnym zapaleniem stawów. Jak często osobom z dną moczanową zalecanie się ograniczenie spożycia owoców? Wśród zaleceń lekarskich znajdziemy kontrolę ilości spożywanego białka, ograniczenie go, a nawet całkowite wyeliminowanie białka zwierzęcego i przejście na dietę wegetariańską. Rzeczywiście kwas moczowy jest produktem rozpadu białek, w szczególności białek bogatych w tzw. aminokwasy purynowe. Jednak nie tylko. Niedawno opublikowano badania pokazujące, że u kobiet, które piją dziennie szklankę soku pomarańczowego o 41% wzrasta ryzyko pojawienia się problemów ze stawami, w porównaniu z grupą kontrolną, u której sok pojawia się w diecie sporadycznie lub wcale. Fruktoza powoduje wzrost poziomu kwasu moczowego w krwi już po kilku minutach od zjedzenia jej. Kwas moczowy blokuje również produkcję tlenku azotu. Tlenek azotu produkowany jest przez śródbłonek naczyń krwionośnych i rozluźnia ściany naczyń krwionośnych, w tym tętnic. Zahamowanie jego produkcji skutkuje wyższym ciśnieniem krwi, co jest przyczyną wielu chorób od miażdżycy poczynając i na chorobach nerek kończąc.

Kwas moczowy - wskaźnik spożycia fruktozy.

To właśnie poziom kwasu moczowego w krwi jest doskonałym wskaźnikiem tego, czy spożywamy za dużo fruktozy. Maksymalny dopuszczalny poziom kwasu moczowego w krwi u osób zdrowych to 5,5 mg/dl, a u osób, które mają problemy zdrowotne nawet mniej. Odpowiada to spożyciu maksymalnie 25 g fruktozy dziennie. Ponieważ fruktoza jest powszechnie dodawana do produktów spożywczych, nie należy spożywać jej w owocach więcej niż 15 g dziennie. Badania kliniczne pokazały, że mimo iż owoce zawierają wiele cennych składników, witaminy czy antyoksydanty, które częściowo zmniejszajš negatywne efekty działania fruktozy, to jednak nadmierne spożycie fruktozy w owocach wywołuje te same problemy zdrowotne, co spożywanie syropu wysokofruktozowego.




Literatura:

  • Basciano H. i inni (2005). Fructose, insulin resistance and metabolic dyslipidemia. Nutrition and Metabolism 2: 5-19

  • Choi i inni (2010). Fructose-rich beverages and risk of gout in women. JAMA 304:2270-2278.

  • Lustig R.H. (2010). Fructose: metabolic, hedonic and societal parallels with ethanol. Journal of the Academy of Nutrition and Dietetics 110: 1307-1321.


MikTech - Projektowanie stron internetowych, sieci komputerowe, administrator sieci, pozycjonowanie